ZZMK: maszynista skazany za wypadek w Babach jest „kozłem ofiarnym”

ZZMK: maszynista skazany za wypadek w Babach jest „kozłem ofiarnym”

15 kwietnia 2016 | Autor: RW
PODZIEL SIĘ

Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce skrytykował orzeczenie Sądu Najwyższego, który utrzymał w mocy wyrok dla maszynisty za nieumyślne spowodowanie katastrofy kolejowej na stacji Baby w 2011 r. „Z odpowiedzialnego kolejarza cieszącego się dobrą opinią przełożonych, zrobiono kozła ofiarnego i potraktowano niczym pospolitego przestępcę” – twierdzą związkowcy.

Fot.Michał Braun, Wikimedia

Przypomnijmy, według sądów każdej instancji maszynista prowadził pociąg za szybko i spowodował katastrofę, w której zginęły dwie osoby, a 162 były ranne. Tomasz G. został po raz pierwszy skazany w październiku 2014 roku. W lipcu minionego roku łódzki sąd apelacyjny utrzymał wcześniejszy wyrok: trzy lata i trzy miesiące bezwzględnego więzienia. Obrońcy maszynisty nie dali jednak za wygraną i zwrócili się o kasację wyroku do Sądu Najwyższego. Ale, i tym razem sędziowie naczelnego organu władzy sądowniczej w Polsce nie dopatrzyli się przesłanek świadczących na korzyść skazanego.

Do sprawy odniósł się Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce, który od początku wspierał Tomasza G. „Dzień ten zapisze się czarną zgłoską w całym środowisku maszynistów” – stwierdza Leszek Miętek, szef ZZMK w oficjalnym komunikacie wskazując na wadliwe działania urządzeń systemu sterowania ruchem kolejowym. „Sąd zawierzył stronniczemu raportowi Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych oraz Instytutowi Kolejnictwa, twardo broniącemu swoich interesów i będącemu ‘sędzią we własnej sprawie’. Nie kto inny jak IK opracowuje, opiniuje i wdraża do stosowania na sieci PKP PLK urządzenia srk. Temida przychyliła się do opinii biegłych z Instytutu, że semafory ‘z całą pewnością’ pokazywały właściwy obraz (dowodu na to nie ma), którzy nawet nie zająknęli się na temat dowodów wadliwości działania systemu na stacji Baby i innych stacjach” – zaznacza prezydent maszynistów.

W jego opinii rażącym zaniedbaniem było niepowołanie innych biegłych i nie dopuścił dowodów obrony dotyczących nieprawidłowości w działaniu srk w Babach, do których doszło dwukrotnie na kilka miesięcy przed wypadkiem (w marcu i kwietniu 2011 r.). Sąd nie wziął też pod uwagę decyzji UTK, który nałożył ograniczenia eksploatacyjne na stacji Baby w 2013 r. ze względu na „fatalnie działającą sygnalizację”.

„By pod lupę trafiały awarie i usterki, by zostały skojarzone oraz połączone ze sobą fakty i zdarzenia musi chyba dojść do kolejnych tragedii” – podkreśla Leszek Miętek. ZZMK zapowiada skierowanie sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Podkreślmy, że maszynista nie przyznaje się do winy. Za każdym razem podkreślał, że wskazania semafora nie informowały o ograniczeniach, więc przez Baby mógł jechać z maksymalną prędkością. Prokuratura tymczasem stwierdziła, że do wykolejenia lokomotywy i czterech wagonów doszło w wyniku nadmiernej prędkości, z którą pociąg wjechał na rozjazd. Tuż przed katastrofą skład pędził z prędkością 113 km/h. Biegli orzekli, że w miejscu tragedii pociąg mógł jechać maksymalnie 40 km/h. Z ustaleń śledztwa i Państwowej Komisji Badań Wypadków Kolejowych wynikało również, że maszynista w trakcie jazdy prowadził rozmowy telefoniczne oraz kierował pociągiem, nie mając założonych okularów korekcyjnych, których noszenie nakazał mu lekarz. Był też zmęczony.