Pociągiem do Kowna

Pociągiem do Kowna

30 października 2016 | Autor: Jacek Zemła | Źródło: Kurier Kolejowy
PODZIEL SIĘ

Po bardzo długiej, bo trwającej aż 77 lat przerwie, znów możemy wybrać się na kolejową wycieczkę do Kowna. I to bez przesiadek, i bez konieczności przestawiania składu na szeroki tor, jak to miało miejsce w przypadku kursującego na przełomie wieków pociągu „Balti” z Warszawy do Wilna.

Fot. Jacek Zemła

Dzięki gruntownemu remontowi kolejowej „Via Baltiki” po litewskiej stronie, możliwe stało się uruchomienie połączenia w całości obsługiwanego polskim szynobusem „Przewozów Regionalnych”. Pociągi kursują w weekendy od piątku do niedzieli. Wykonywane są dwa kursy dziennie w relacji Białystok – Suwałki – Kowno i z powrotem.

Zanosiło się na kolejową pustynię

Przejazd tą trasą jest nie lada gratką dla miłośników kolei. Jeszcze kilka lat temu można było dotrzeć polskim pociągiem PKP Intercity do Szestokai, kilkanaście kilometrów za polsko-litewską granicą. Jednak ostatnimi czasy połączenie to zlikwidowano, tłumacząc się remontem linii do Białegostoku i niską frekwencją podróżnych. Zanosiło się więc na kolejową pustynię pomiędzy obydwoma krajami, bo raczej mało kto brał na poważnie mgliste perspektywy ożywienia legendarnej „Via Baltiki” po jej modernizacji. Tymczasem dzięki staraniom marszałka województwa podlaskiego i współpracy z samorządami litewskimi już w te wakacje udało się uruchomić komunikację międzynarodową pomiędzy dwiema leżącymi niedaleko granicy metropoliami – Białymstokiem i Kownem. Pociągi mają zapewnione finansowanie do grudnia br., dalsze ich losy zależeć jednak będą od powodzenia wśród pasażerów. A z nim nie jest najgorzej, choć do stanu idealnego sporo brakuje.

Perełki architektury kolejowej

Wyprawę na Litwę można zacząć w Białymstoku, Sokółce, Augustowie lub Suwałkach. Elegancki szynobus zatrzymuje się w tych wszystkich miastach, wyruszając przed ósmą rano ze stacji początkowej. Mknie jako przyspieszony, mijając bez zatrzymania małe stacyjki. Dłuższy postój następuje dopiero w Suwałkach, gdzie konieczna jest jedyna na tej trasie zmiana kierunku jazdy. Tu niestety większa część pasażerów wysiada, pociąg pustoszeje. Jest chwila czasu na zwiedzenie wybudowanego w 1896 roku ceglanego dworca w rosyjskim stylu. To jeden z najładniejszych tego typu obiektów w Polsce i jeden z najznakomitszych zabytków Suwałk. Mimo upływu 120 lat praktycznie niczego w jego architekturze nie zmieniono, co pozwala poczuć się tu jak za carskich czasów. Po krótkim postoju na stacji i szybkim sprzątaniu pociągu przez specjalną ekipę, szynobus rusza do granicznych Trakiszek. Dociera tam może 15 osób...

W Trakiszkach można zaobserwować zderzenie starego z nowym. Równie wiekowy co w Suwałkach, tyle że wybudowany z drewna dworzec wciąż stoi przy peronie i przyciąga wzrok amatorów kolejowej fotografii. Nie jest już używany, ale nadal jest w dobrym stanie. Obok stoi monumentalnych rozmiarów nowy dworzec. Miał obsługiwać wielki ruch przez granicę, mieści sale odpraw celnych i paszportowych, siedziby straży granicznej i celników oraz przestronną poczekalnię. Wszystko oczywiście puste i zamknięte na głucho. Ostatnimi lokatorami dworca byli strażnicy graniczni, ale po wejściu Polski i Litwy do strefy Schengen nawet oni stali się tu zbędni.

W Trakiszkach spotykają się składy z Kowna i z Białegostoku. Następuje zamiana drużyn konduktorskich i mechaników. Po kilku minutach obydwa pociągi zestawione z polskich szynobusów SA 133 ruszają w swoich kierunkach.

Po stalowym moście do Kowna

Jazda przez Litwę to czysta przyjemność. Nowe tory i zmodernizowana linia pozwalają na rozwijanie sporej prędkości (do 120 km/h), a stacyjki zachwycają swoim wyglądem i architekturą. Część z nich mijamy bez zatrzymania, jedynie zwalniając. Na większości z nich pociąg jest „witany” przez stojących przed dworcami dyżurnych ruchu, często też mocno hamuje przed przejazdami. Pierwszy planowy postój przypada w Marijampolu, które urzeka swoim dworcem. Budowla godna jest co najmniej stolicy, tymczasem znajduje się w niewielkim i mało znanym miasteczku. Wsiada tu sporo pasażerów, w tym kilkuosobowa grupa rowerzystów, którzy jadą do Kowna. Szynobus znów wypełnia się ludźmi, w dodatku rowery zajmują puste przestrzenie przy drzwiach. Kolejne kilka osób wsiada w Kozłowej Rudzie, gdzie znajduje się ogromna stacja towarowa, zastawiona szerokotorowymi składami, głównie z cysternami. Jeszcze kilkanaście minut jazdy i widać już przedmieścia Kowna. Na dworzec wjeżdżamy potężnym stalowym mostem na Niemnie. Po chwili pociąg jest już w peronach. Niestety sama stacja nie ma w sobie zbyt wiele uroku, przypomina raczej typowo radzieckie budowle. Za to nie można mieć żadnych uwag co do jej czystości i stanu utrzymania.

Z dworca na Stare Miasto jest dość daleko, dlatego dobrze jest mieć ze sobą rower lub skorzystać z komunikacji miejskiej – bardzo sprawnej i częstej. Jeśli tego samego dnia chcemy wracać, to mamy zaledwie 3,5 godziny, a więc czasu na zwiedzenie kowieńskiej starówki nie jest dużo. Obowiązkowym punktami programu zwiedzania Kowna jest dotarcie na Stary Rynek leżący w widłach Niemna i Wilii, odpoczynek pod XVI-wiecznym ratuszem, zajrzenie do kilku kościołów, w tym katedry św. Piotra i Pawła (największa gotycka świątynia na Litwie), oraz do soboru Archanioła Michała, zamykającego od wschodu główny miejski deptak. Można także obejrzeć pozostałości po zamku krzyżackim, które niestety są nader skromne, a istniejące tam budowle raczej z oryginałem mają niewiele wspólnego.