Zapomniany dworzec w Jaroszowcu Olkuskim

Zapomniany dworzec w Jaroszowcu Olkuskim

12 listopada 2016 | Autor: Waldemar Bałda | Źródło: Kurier Kolejowy
PODZIEL SIĘ

Województwo małopolskie kojarzy się miłośnikom kolei żelaznych z wysmakowanymi stylistycznie, utrzymanymi w spójnej konwencji architektonicznej zabudowaniami stacyjnymi, wznoszonymi ściśle podług zasad, wprowadzonych i przestrzeganych przez kolejowe władze z samego Wiednia – innymi słowy, z mityczną monarchią Habsburgów, powstałą ze zjednoczenia Cesarstwa Austriackiego z unią, tworzoną przez Królestwo Węgier i Królestwo Chorwacji.

Fot. Waldemar Bałda

Traktując w ten sposób małopolskie drogi żelazne zapomina się, iż północno-zachodnim skrajem województwa przebiegały szlaki, niemające nic wspólnego ani z Austrią, ani z jej wschodnią prowincją – Galicją. O czym łatwo się przekonać, stając na przykład na mocno zaniedbanej (i nikomu, jak się wydaje, niepotrzebnej) stacyjce w Jaroszowcu. Nie ma w niej nic galicyjskiego – estetyka niedużego, starannie wzniesionego z cegły budynku zdradza odmienny rodowód. Co do szczegółów można mieć wątpliwości: czy pamięta Cesarstwo Rosyjskie (bo powinien: powstał na szlaku Kolei Iwanogrodzko-Dąbrowskiej, prowadzonej w latach 1882-1885), czy nie. Jedni podają, że powstał w 1913 roku, inni, że dopiero w latach międzywojennych. Zgoda panuje w jednej kwestii – że stacja leży w połowie drogi między miejscowością Jaroszowiec a Olkuszem.

Oryginalny budynek

Nie jest to, naturalnie, żaden okaz architektoniczny, a jednak nie sposób nie zwrócić na niego uwagi. Nie można bowiem nie wyrazić uznania dla budowniczych – niepokryte tynkiem ściany, formowane z różnorodnie układanych cegieł (urozmaicających fasady, komponujących się w gustowne ozdoby licowe), wzbogacone dekoracyjnymi gzymsami, szczytami i wnękami, tworzą oryginalną całość, złożoną z trzech brył z ryzalitami. To przykład naprawdę dobrej roboty, zarówno projektanta, jak i wykonawcy. Na bocznej ścianie widoczna jest też dodatkowa historyczna osobliwość, znak czasów (przystankom kolejowym nadawano zwyczajowo nazwy niekoniecznie wsi, na gruntach których stały, lecz znaczniejszych miejscowości z okolicy) napis Rabsztyn. Jako bowiem, że Jaroszowiec uznano za mało ważny, do 1964 roku przystanek nosił nazwę Rabsztyn (od wsi mieszczącej sanatorium przeciwgruźlicze) – dopiero wtedy przemianowano go na Jaroszowiec Olkuski, co jest nadal dość ekstrawaganckie, gdyż przemysłowa miejscowość o nazwie Jaroszowiec obywa się bez przymiotników.

Gładka degradacja

Najtrudniejsze dla ładnej stacyjki czasy przyszły, kiedy zwartość przedsiębiorstwa o nazwie Polskie Koleje Państwowe uznano za wadę tak zasadniczą, iż niegodną utrzymywania, i kiedy „macierz” definitywnie została rozczłonkowana na liczne spółki-córki. Wtedy w Jaroszowcu Olkuskim degradacja poszła gładko: zamknięcie kasy, likwidacja obsługi; dla kolejowych zarządców utrzymywanie takiego – i podobnych – obiektów kojarzyło się tylko i wyłącznie ze zbędnymi kosztami. A że w dzisiejszych czasach koszty to rzecz wrażliwa, decyzja musiała być jedna…

Dziś zatem, choć Jaroszowiec Olkuski to miejsce nie bez znaczenia – przebiega tamtędy szlak z Tunelu przez Olkusz do Sosnowca oraz Linia Hutniczo-Siarkowa – na przystanku próżno szukać śladów normalnego kolejowego życia.

PODZIEL SIĘ