Rozwiązania oparte na danych poprawią jakość kolei

Rozwiązania oparte na danych poprawią jakość kolei

26 września 2019 | Źródło: Kurier Kolejowy
PODZIEL SIĘ

Kurier Kolejowy rozmawia z Krzysztofem Dylem, zastępca Prezesa UKE ds. rynku telekomunikacyjnego.

Fot. Archiwum KK

Kurier Kolejow (KK): Czy najnowsze technologie telekomunikacyjne, mam na myśli głównie 5G, będą miały wpływ na sektor TSL, w szczególności na sektor kolejowy?

Krzysztof Dyl: Będą miały ogromny wpływ. Wszyscy chcemy, żeby kolej znacznie poprawiła swoje usługi, ale do tego potrzebne są m.in. nowatorskie rozwiązania informacyjno-komunikacyjne, oparte na danych. Rozwiązania te umożliwią monitorowanie, analizę i wykorzystanie informacji o energii i zasobach dla całego systemu kolejowego, np. sieci energetycznej, stacji, taboru i infrastruktury. I tu potrzeba właśnie 5G, które – w przeciwieństwie do obecnie używanych technologii, które nie są już wystarczające – będzie oferować możliwość monitorowania i zarządzania ogromnymi ilościami danych.

KK: Na świecie dużo się mówi o pojazdach autonomicznych, które powstają we współpracy gigantów motoryzacyjnych z telekomunikacyjnymi, kiedy takie pojazdy pojawią się w Polsce? Czy będzie to wymagało szczególnych regulacji?

Krysztof Dyl: Niedawno jedna z największych firm kurierskich w USA przyznała, że od pewnego czasu korzysta z autonomicznych ciężarówek do transportu towarów. Więc nie jest to technologia przyszłości, tylko dnia dzisiejszego. Oczywiście, nie jest tak, że te kolosy są zostawione zupełnie bez nadzoru – zawsze takim pojazdem podróżuje też człowiek. Możemy się więc spodziewać, że wejście autonomicznych samochodów do Polski to kwestia najbliższych kilku lat.

Będzie to wymagało bardzo szczególnych regulacji prawnych i wielkiej ostrożności. Rozwój technologii ma to do siebie, że zawsze wyprzedza proces legislacyjny. Można powiedzieć, że najpierw tworzymy jakąś rzeczywistość, a dopiero później zastanawiamy się, jak ją okiełznać. Francuski teoretyk kultury Paul Virilio celnie wskazywał na zależność, jaka istnieje pomiędzy postępem technologicznym a kreowaniem nowego rodzaju zagrożeń. Najprostszy przykład: dopiero wynalezienie samochodu czy samolotu otworzyło przed nami perspektywę ryzyka związanego z wypadkiem komunikacyjnym.

Przewrót, jaki przyniesie autonomizacja samochodów, to skok równie wielki, co umasowienie transportu, które dokonało się w I połowie XX wieku. Myślę, że z tego powodu o wiele bardziej znacząca będzie praca nad edukowaniem społeczeństwa w zakresie odpowiedzialności w korzystaniu z technologii autonomicznych. Wypadki komunikacyjne, w których brały dotąd udział samochody autonomiczne, wynikały często z nadmiernego zaufania, jakim człowiek obdarzał urządzenie. I to wbrew wyraźnym zaleceniom jego producentów. Możemy więc założyć, że im bardziej ta technologia będzie powszechna, tym częstsze będą przypadki kierowców, którzy czują się zwolnieni z odpowiedzialności. Możemy wypracować najlepsze strategie regulacyjne i przepisy, ale bez czynnika, jakim będzie podniesienie świadomości użytkowników technologii, nie na wiele się one zdadzą. Autonomiczny samochód to nie autonomiczna lodówka, w której w przypadku jakiegoś błędu może co najwyżej zabraknąć świeżego mleka, albo klimatyzacja, która co najwyżej za bardzo wychłodzi albo zagrzeje dom. Z drugiej strony – żeby nie było tak pesymistycznie – możemy też założyć, że sztuczna inteligencja w samochodach powstrzyma przynajmniej część użytkowników dróg przed nieodpowiedzialnym zachowaniem, a w zasadzie im to nieodpowiedzialne zachowanie uniemożliwi.

 

KK: 12 lat temu pojawił się iPhone, który zrewolucjonizował podejście do telekomunikacji, czy myśli Pan, że w najbliższych latach może pojawić się urządzenie lub usługa, która dokona kolejnej rewolucji?

Krzysztof Dyl: iPhone’a drugi raz nikt nie wymyśli, ale na rynku cały czas pojawiają się nowe urządzenia, które rewolucjonizują nasze życie, ale często nie zdajemy sobie sprawy z ich wagi. Gdyby dzisiaj ktoś wziął pierwszego iPhone’a do ręki, to okazałoby się, że urządzenie to jest w zasadzie bezużyteczne. Ale już nowe smartfony – różnych firm – często wypierają inne urządzenia, z których kiedyś korzystaliśmy. Smartfon od kilku lat nie służy nam już wyłącznie do dzwonienia i wysyłania wiadomości, ale także do robienia zdjęć, oglądania filmów, a nawet obsługi samochodu czy urządzeń zintegrowanych w ramach inteligentnego domu. Bywa, że zastępuje domowy komputer albo jest głównym narzędziem, którego używamy w zarządzaniu rodzinnym budżetem.

Smartfony miały być narzędziami konsumpcji treści, a coraz częściej stają się też profesjonalnym narzędziem ich tworzenia, a także narzędziem przyswajania nowych umiejętności. Tworzenie profesjonalnych treści przestaje być zarezerwowane dla zawodowców – coraz łatwiej przyswoić umiejętności choćby podstaw programowania, filmowania czy montażu właśnie dzięki technologiom mobilnym. Trudno przewidzieć jakąś wielką rewolucję, natomiast można w oparciu o współczesne trendy pokusić się o stawianie prognoz. Powiedziałbym, że raczej zamiast nowego przewrotu będziemy świadkami jednocześnie skokowego rozwoju technologii – wystarczy porównać możliwości sprzętowe urządzeń, które dzielą zaledwie dwa lata – i dalszej egalitaryzacji wiedzy.

Ten postęp technologii związany z przystępnością jej użytkowania jest związany z jeszcze jedną, ciekawą kwestią. Większa łatwość tworzenia i konsumpcji będzie zapewne prowadzić do coraz większego zapotrzebowania na większe przepływności danych. Coraz łatwiej dzielić się swoim życiem, coraz łatwiej kreować jego wizerunek w internecie, więc zapewne trend będzie zmierzać ku opracowywaniu narzędzi, które pozwolą to nasze indywidualne przeżycie uczynić jak najciekawszym, jak najbardziej atrakcyjnym produktem, który będzie można pokazać jak najbardziej totalnie.  

KK: Czy rozwiązania, które są stosowane na rynku telekomunikacyjnym, czyli np. hurtowe zakupy minut mogłyby być stosowane na kolei, przypuśćmy, ze pasażer kupuje bilet z Warszawy do Gdańska i nie jest istotne, który przewoźnik go tam dowiezie, bowiem ma bilet, wykupił usługę. Przewoźnicy rozliczą się między sobą. Gdyby takie rozwiązanie został wdrożone to byłby to prawdziwy rynek pasażera, czyż nie?

Krzysztof Dyl: Rynek telekomunikacyjny i kolejowy różnią się od siebie, ale warto pamiętać, że rynki infrastrukturalne mają wiele wspólnych cech i istnieje między nimi sporo podobieństw. Dzięki temu  rozwiązania z jednego rodzaju rynku – na przykład energetycznego lub telekomunikacyjnego – często udaje się skutecznie zastosować na innych rynkach infrastrukturalnych. Dobrym przykładem może być rozstrzyganie sporów i ustalanie warunków współpracy w zakresie dostępu do infrastruktury, które zostały zastosowane na rynku kolejowym w 2011 roku w Ustawie z dnia 28 marca 2003 r. o transporcie kolejowym.  To rozwiązanie zostało zaczerpnięte właśnie z rynku telekomunikacyjnego i, jak się okazało, bardzo dobrze się przyjęło na rynku kolejowym. Dlatego jestem przekonany, że zastosowanie opłat hurtowych pomiędzy przewoźnikami może stać się nie tylko sposobem dla samych przewoźników, ale także przynieść korzyści dla pasażerów. Temat ten podejmowany był przez Prof. dr hab. Piotra Niedzielskiego i Prof. US dr Hab. Magdalenę Zioło z Uniwersytetu Szczecińskiego w cyklu artykułów opublikowanych na łamach „Raportu Kolejowego” w 2019 roku. Oczywiście zagadnienie to wymaga pogłębionej analizy, ale wprowadzenie rozliczeń pomiędzy przewoźnikami w oparciu o taryfy hurtowe może przyczynić się nie tylko do rozwoju rynku kolejowego, ale także wpłynąć na większą konkurencyjność na rynku, co w oczywisty sposób będzie pozytywne dla pasażerów. Dokładnie tak samo, jak stało się to w przypadku rynku telekomunikacyjnego.

 

Rozmowa z panem Krzysztofem Dylem zamieszczona jest w specjalnym wydaniu Kuriera Kolejowego TRAKO 2019.